Serwis Internetowy Miasta Pińczów - www.pinczow.com   Do strony głownej Wstecz - poprzednia strona Kilka słow o nas czyli pinczow.com Wy¶lij do nas maila
 
 
 
 

Trudne początki i lata stabilizacji

Reformatów sprowadził do Pińczowa w r. 1606 Zygmunt Myszkowski. Byli wówczas bardzo krótko, gdyż w następnym roku musieli opuścić miasto i w ogóle Polskę. W latach dwudziestych i trzydziestych XVII stulecia były próby ponownego osadzenia ich w Pińczowie przy okazałym kościele na Mirowie, którego budowa w stylu renesansowym została ukończona w 1619 r. Zakonnicy jednak nie chcieli przyjąć tego kościoła, gdyż nie odpowiadał ich wymogom ubóstwa. Myszkowscy osadzili przy nim tymczasowo prebendarza, a nabożeństwa odprawiały się w nim w ograniczonym zakresie. W kościele znajdował się już wtedy Obraz Matki Najświętszej i doznawał czci ze strony wiernych. Doraźnie duszpasterzowali przy nim paulini, którzy w Pińczowie mieli klasztor i prowadzili parafię.

Nowy ordynat na Mirowie, Stanisław Kazimierz Myszkowski, kasztelan bełzki, wypełniając wolę stryjecznego dziada Zygmunta Myszkowskiego, zwrócił się w 1863 r. do reformatów w Krakowie z propozycją, przejęcia przez nich pińczowskiej fundacji na Mirowie. Akt notarialny darowizny Myszkowskiego spisano w Krakowie 23 sierpnia 1783 r., a dekret erekcyjny klasztoru podpisał biskup Jan Małachowski w dniu 13 września tegoż roku, tuż po rozstrzygnięciu słynnej odsieczy wiedeńskiej Jana III Sobieskiego. Przybycie reformatów do Pińczowa odbywało się więc w tej niezwykłej atmosferze, którą przeżywał cały kraj i cała Europa. Znalazło to wyraz w kronice klasztornej zawierającej opis samej bitwy wiedeńskiej i sławiącej męstwo króla oraz rycerstwa polskiego. Odnotowano w niej również modlitwy zanoszone do Najświętszej Maryi Panny czczonej w Obrazie na Mirowie o zwycięstwo polskiego oręża w tych dniach pełnych niepewności. Rada miasta Pińczowa w kilka tygodni później, tj. 29 listopada, wyraziła zgodę na przybycie reformatów. Również miejscowe duchowieństwo, powiadomione 6 sierpnia o zamiarze przejęcia przez krakowskich zakonników kościoła w Pińczowie, decyzję tę zaakceptowało. Uroczystości związane z objęciem placówki odbyły się 4 października, w dniu św. Franciszka z Asyżu. Ośmiu reformatów przyjechało do Pińczowa wcześniej, przyjmując gościnny nocleg u paulinów. Następnego dnia od samego rana spowiadali oni tłumy ludzi przybyłe do Mirowa. Na ingresie obecny był Stanisław Myszkowski z małżonką Salomeą, Zygmunt Tarło z Pilzna, Marcin Dębicki z Sandomierza, fundator reformatów w Sandomierzu i współfundator klasztoru w Pińczowie, a przedstawicielem biskupa był ks. Szymon Łaskarzewski, proboszcz ze Skalbmierza. Okolicznościowe kazanie wygłosił jeden z paulinów, a po uroczystym nabożeństwie ruszyła procesja do klasztoru na Mirowie, prowadzona przez delegata biskupiego. Lud śpiewał pieśni pobożne, z góry zamkowej grzmiały salwy moździerzy. Wręczenia kluczy o. Marianowi Guzikowiczowi, pierwszemu przełożonemu klasztoru, dokonał wspomniany już Marcin Dębicki. Po dziękczynnym "Te Deum" ks. Łaskarzewski wyszedł z sumą; kazanie głosił ks. Jan Dunicz, proboszcz młodzawski.

Na początek zakonnicy zamieszkali w domu dawnego prebendarza, znacznie oddalonym od kościoła. Wkrótce pośpieszył im z pomocą Józef Władysław Myszkowski, brat Stanisława i ordynat od 1684 r., który drogą zamiany pozyskał od mieszczan p1ac zlokalizowany przy kościele i przeznaczył go na budowę klasztoru. W nowo powstałym klasztorze czynny był warsztat tkacki, w którym bracia tkacze wyrabia1i sukno na habity zakonne, a także materiały na pościel i bieliznę. Produkowane tkaniny rozdzielane były pomiędzy klasztory położone w południowo-wschodniej części prowincji. W zamian za sukno wspó1nota pińczowska otrzymywała wełnę, Jen, konopie oraz bawełnę. Całkowicie nowy warsztat pobudowano w r. 1757. Przetrwał on do r. 1852, kiedy to z powodu ogólnie złej sytuacji gospodarczej i utrudnionej komunikacji z innymi klasztorami zaprzestano w Pińczowie wyrabiania tkanin.

Reformaci mirowscy utrzymywali się samodzielnie, przede wszystkim z pracy rąk własnych, w tym w znacznym stopniu z uprawy ogrodu, a także z działalności duszpasterskiej prowadzonej na terenie innych kościołów i parafii, oraz z ofiar składanych przez ludność za odprawianie Mszy św. Ponadto zakonnicy przyjmowali niewielkie ofiary za pogrzeby w swoim kościele. Nie było natomiast u reformatów skarbon kościelnych i nie zbierano pieniędzy na tacę. Klasztor posiadał dodatkowo prawo wolnego wyrębu w pobliskich lasach, wolne "miliwo" w młynie miejskim; często także dostarczano bezpłatnie ryby dla wspólnoty zakonnej. Kiedy jednak zabrakło niezbędnych środków na utrzymanie, bracia zbierali jałmużnę w okolicznych wsiach i dworach.

Ekonomiczny zarząd nad klasztorem sprawowany był przez świeckich ekonomów, zwanych syndykami apostolskimi, i przez ich zastępców-substytutów. Stanowisko syndyków pińczowskich przyjmowali na siebie kolejni Myszkowscy lub zarządcy ich majątku, a niekiedy także i mieszczanie sprawujący urzędy magistrackie. Zastępcami tych ostatnich bywali natomiast zwyczajni obywatele miasta znani z uczciwości i przywiązania do klasztoru.

Po początkowych trudnościach z założeniem placówki franciszkanie ugruntowali swoją mocną pozycję w społeczności miejskiej wpisując się na stałe historią klasztoru na Mirowie w wielowiekowe już dzieje Pińczowa. Reformaci pozostawali jakby w symbiozie z mieszkańcami grodu, dzieląc z nimi sukcesy i nieszczęścia. Zróżnicowanemu pod względem religijnym miastu potrzebni byli zakonnicy, którzy nie posiadając na własność dóbr doczesnych byli wolni duchem, przez co nigdy nie stali się obiektem ludzkich manipulacji. Przykładem własnego życia i nawoływaniem do pojednania starali się łączyć podzielone społeczeństwo. Często stawali się ostatnią instancją, u której ludzie znajdowali duchowe i materialne oparcie. Strapieni doznawali pociechy, obciążeni winami uzyskiwali ich odpuszczenie, ubodzy otrzymywali pożywienie, odzienie i leki. Należy tu podkreślić, że najbardziej chyba ofiarną pomoc nieśli ludności bracia reformaccy w okresach nasilenia epidemii nękających miasto. Służyli wtedy wszystkim potrzebującym wsparciem duchowym i materialnym. Najgroźniejsza sytuacja powstała w Pińczowie w czasie "morowego powietrza " w latach 1706-1709. Ludzie, uciekając przed straszną chorobą, gromadzili się zazwyczaj wokół murów klasztornych i na dziedzińcu wewnętrznym, gdzie koczowali pod namiotami oczekując ratunku od zakonników. Ci dzielili się z nimi pożywieniem, a umierających przygotowywali na śmierć, często przypłacając to własnym życiem. Pińczowski klasztor Franciszkanów był miejscem kontemplacji, co się wyrażało w rozkładzie Życia klasztornego. Tak więc zakonnicy spędzali każdego dnia po kilka godzin na wspólnie odprawianej modlitwie. Chór zakonny, w którym odmawiano brewiarz i odprawiano medytacje, mieścił się na zapleczu ołtarza głównego, odizolowany od wnętrza świątyni, z zachowaniem jednakże niezbędnego minimum łączności, tak że wierni przebywający w kościele bez trudu mogli łączyć się z trwającymi w danym momencie modłami zakonnymi. Porządek dnia rozpoczynał się modlitwą nocną (matutinum) odprawianą W połączeniu z medytacją. Wczesnym świtem zakonnicy odmawiali dalsze części brewiarza i odprawiali Msze święte. Później kilkakrotnie jeszcze w ciągu całego dnia gromadzili się na wspólnej modlitwie, a dzwon na wieży sygnalizował okolicznej ludności, jaką część modlitwy odmawiano w klasztorze. I w ten oto sposób wytworzył się wspólny niejako rytm życia klasztoru i miasta. Mieszkańcy wiedzieli, kiedy należy śpiewać Godzinki do Niepokalanej, odmawiać Anioł Pański, śpiewać Magnificat, modlić się za zmarłych, za Ojczyznę, czy o oddalenie różnego rodzaju klęsk żywiołowych. Taki rozkład dnia, jednakowy dla miasta i klasztoru, przetrwał w Pińczowie prawie do końca XIX w.

Wśród modlitewnych rozważań reformackich szczególne miejsce zajmowało zawsze rozpamiętywanie tajemnic Męki Pańskiej, co było oczywistą i logiczną konsekwencją modelu życia świętego założyciela zakonu - Franciszka z Asyżu, naznaczonego przecież stygmatami. W nawiązaniu do tego nurtu swego życia wewnętrznego zakładali reformaci pińczowscy stacje Drogi Krzyżowej w licznych kościołach diecezji. We własnym klasztorze urządzili Stacje Pasyjne dostępne dla ludności w podcieniach muru okalającego dziedziniec wejściowy do świątyni maryjnej. Co więcej, regularnie we wszystkie piątki i niedziele (po sumie) odprawiane było dla ludu nabożeństwo Drogi Krzyżowej, a w tzw. "piątki marcowe" i niedziele Wielkiego Postu Śpiewano Gorzkie Żale, przy czym głoszone były kazania o Męce Pańskiej, a w Wielkim Tygodniu przygotowywano bogato zdobiony Grób Chrystusa.

W Boże Narodzenie natomiast, także zgodnie z tradycją franciszkańską, urządzano szopkę ze żłóbkiem Bożego Dzieciątka. Zwyczaj ten zapoczątkowany został przez samego św. Franciszka słynną nocą Bożego Narodzenia obchodzoną w 1223 r. w Greccio, z Mszą św. na wolnym powietrzu przy żłobie z żywymi zwierzętami, w obecności zgromadzonej ludności. Począwszy od XVIII w. szopkę pińczowską dekorowano figurami rzeźbionymi w drewnie, których znakomitym wykonawcą był o. Antoni Węgrzynowicz, znany w owych czasach mariolog polski. Figury te wyobrażały przedstawicieli wszystkich stanów polskich. Całą kompozycję ustawiano na tle panoramy miasta lub panoramy Betlejem. W okresie zaborów szopka mirowska stawała się symbolem polskości, pobudzając swą wymową nadzieję i wolę przetrwania polskiego narodu. Równocześnie w sposób ciągły klasztor stanowił miejsce szczególnej czci oddawanej Matce Bożej Mirowskiej. To właśnie nasilający się na Mirowie kult maryjny spowodował, że kościół Reformatów zaczęto określać jako "Mariacki", która to nazwa na trwałe przylgnęła do świątyni. Ponadto przy klasztorze powstał III Zakon, który rozwinął się intensywniej w 2 połowie XIX w. i później w latach trzydziestych i sześćdziesiątych naszego stulecia. Odrębny, ważny nurt działalności reformatów pińczowskich stanowiła praca duszpasterska prowadzona we własnym kościele i w sąsiedztwie. Poświęcano jej zawsze wiele czasu, a ilość kaznodziejów i spowiedników oraz lektorów uczących młodzież zakonną była pokaźna, na nich to bowiem spoczywał ciężar tego odcinka obowiązków przyjętych na siebie przez wspólnotę mirowską. Niektórzy kaznodzieje głosili kazania wyłącznie w koś. ciele klasztornym, inni, tzw. parafialni, wychodzili ze swą posługą poza teren klasztoru. Wielu z nich, łącząc się w grupy pięcio- lub sześcioosobowe, prowadziło w okresie letnim misje w różnych parafiach diecezji. Niektórzy kaznodzieje rezerwowani byli do głoszenia nauk tylko w niedziele i inne dni Świąteczne. W nauczaniu, zgodnie z ogólniejszymi tendencjami franciszkańskimi, naczelne miejsce zajmował kult Narodzenia i Męki Chrystusa, Niepokalanego Poczęcia Matki Najświętszej, świętych Zakonu Braci Mniejszych.

Jeśli chodzi o duszpasterstwo parafialne na terenie Pińczowa, to trzeba stwierdzić, że zgodnie z przyjętymi na siebie jeszcze w XV w. obowiązkami, prowadzili je z pewnymi tylko przerwami aż do początku XIX w. paulini, osadzeni przy kościele św. Jana Ewangelisty. W pracy tej reformaci służyli im ofiarną pomocą, występując w charakterze kaznodziejów i spowiedników. W pewnym okresie byli też nauczycielami w gimnazjum zwanym "Akademią Pińczowską". Tymczasem z woli margrabiego Franciszka Wielopolskiego i kurii krakowskiej, dla ratowania podupadającego gimnazjum, proboszczem parafii pińczowskiej w 1783 r. mianowano ks. Stanisława Mimockiego, a następnie w 1784 r. ks. Hugona Kołłątaja. Pełnili oni swe funkcje przez zastępców, w tym również i prze7. miejscowych paulinów. W tej tragicznej dla wspólnoty paulińskiej sytuacji, już w 1783 r. ambonę w parafii przejęli reformaci, którzy w swych wykazach klasztornych odnotowują urząd kaznodziei parafialnego począwszy od r. 1784. Całkowite objęcie czynności parafialnych przez klasztor mirowski nastąpiło w momencie ostatecznej likwidacji placówki paulinów, tj. w 1819 r., a funkcja kaznodziei parafialnego przewijała się w tabulach reformackich jeszcze w następnych latach XIX w.

Szeroką pomoc duszpasterską klasztor franciszkański świadczył Da rzecz wielu okolicznych parafii. Szczególnie od lat pięćdziesiątych XIX w., przy braku odpowiedniej liczby kapłanów diecezjalnych w poszczególnych parafiach, konsystorz kielecki zwracał się z prośbą do klasztoru, aby w Niedziele i święta wysyłano kapłanów do pracy duszpasterskiej w nie obsadzonych parafiach. Odtąd więc w wykazach osobowych wyznaczano tzw. kaznodziejów diecezjalnych. Nauczanie zewnętrzne odbywało się oczywiście kosztem zachwiania porządku dnia właściwego reformatom, lecz równocześnie stanowiło wypełnienie obowiązków duszpasterskich wobec wiernych.

Świadectwo niesienia pomocy okolicznym parafiom daje m. in. dokument wizytacji klasztoru z r. 1818, podpisany przez ks. Hieronima Juszyńskiego, w którego zakończeniu czytamy:

"Zakon Reformatów utrzymujący stale dotąd ducha pierwiastkowego zakonności, ogólnie uważany użytecznym jest w Hierarchii kościelnej jako pamiętny obowiązków powstania swojego - i zachowujący się w obrębach karności i przykładnych zakonnych obyczajów, w szczególności zaś użytecznym jest w usługach Parafialnych. Niedostatek bowiem kapłanów coraz więcej czuć się dający w duchowieństwie, zastępują Reformaci wysyłani do usług Parafialnych tak dalece, że kolejno w wielu Parafiach zawsze pracują, wyręczając świeckie duchowieństwo w Województwie Krakowskim rozległym i ludnym. Trzy tylko są klasztory Reformatów w diecezji kieleckiej: Pińczowski, Stopnicki i Pilicki - utrzymanie ich koniecznym. Sam bowiem klasztor Pińczowski w okresie do jałmużn przeznaczonym ma parafii przeszło 50- do których ku usługom Parafialnym zakonników wysyła - prócz tego jałmużną nie tylko dzieli między ubóstwo codzienne u furty żywione - ale utrzymuje czterech ubogich uczniów chodzących do szkół Pińczowskich i tym daje żywność bez żadnej nagrody". Natomiast z dokumentu pochodzącego z r. 1857, a zatytułowanego: "Spis tabelaryczny majątku klasztoru... w Pińczowie" dowiadujemy się, że ojcowie klasztoru reformackiego sprawowali duszpasterstwo parafialne w sposób stały w Pińczowie, Bogucicach, Krzyżanowicach, Młodzawach, Michałowie, Wrocieryżu, Imielnie, Korytnicy i Kijach.

Odrębną grupę zwyczajów zakonnych klasztoru Reformackiego na Mirowie stanowił sposób grzebania: zmarłych współbraci, a także obrzędy i nabożeństwa odprawiane podczas pogrzebów osób duchownych i świeckich chowanych w podziemiach kościelnych. Tak więc miejscem pochówku zakonników był grobowiec klasztorny zlokalizowany pod prezbiterium,świątyni, w którym wieczny spoczynek znalazło łącznie 89 zmarłych. Każdorazowo kronika klasztorna odnotowywała jedynie datę śmierci i lakonicznie zredagowany nekrolog.

W kościele reformackim grzebano także ludzi,świeckich, dla których przeznaczone zostało miejsce pod nawą właściwą. Dotyczyło to oczywiście wyłącznie osób, które za życia wyraziły pragnienie pochowania ich u reformatów. Byli to przede wszystkim fundatorzy klasztoru i dobrodzieje, którzy złożyli znaczniejsze ofiary na budowę obiektu lub na utrzymanie braci. Tych szczególnych dobroczyńców i przyjaciół klasztoru, syndyków apostolskich i substytutów, którzy najczęściej byli równocześnie członkami III Zakonu św. Franciszka, chowano w habitach zakonnych, w części katakumb przeznaczonej dla grzebania ciał zakonników. Za dusze tych osób klasztor wieczyście odmawiał modlitwy przepisane prawem statutowym. Istniały także przypadki pochówku ludzi ubogich i bezdomnych, których nie miał kto pogrzebać. Łącznie w podziemiach kościoła, a także w kruchcie i na cmentarzu przy wejściu do kościoła, pochowano 426 osób, w tym dobrodziejów klasztoru, ale także i osób ze wspólnotą nie związanych. Wszystkie pogrzeby odnotowywane były w kronice klasztornej, a ostatni zapis dotyczący pochówku figuruje pod datą 29 grudnia 1838 r., gdy pogrzebano Feliksa Grodzickiego, dziedzica wsi Topola. W zapiskach kronikarskich odnajdujemy także opisy pogrzebów obywateli kraju wysoko postawionych w hierarchii społecznej, których ciała przywożono do Pińczowa z terenów nawet bardzo odległych. Obrzędy trwały wtedy nierzadko po kilka dni, a uroczystości bywały nad miarę wystawne; odbywały się wobec licznie zgromadzonego duchowieństwa i szlachty. w kościele iluminowanym setkami lamp. Klasztor i ubogich obdarowywano w takich razach hojnymi jałmużnami.

Wiek XIX i XX

Wraz z przejściem Pińczowa pod zabór rosyjski klasztor mirowski zaczął być nękany częstymi wizytacjami rządowymi. Władze dążyły do upadku wspólnoty i do jej likwidacji, a także zagarnięcia gmachu klasztornego. W czasie takiej kontroli przeprowadzonej na Mirowie w 1818 r. reformaci wizytowani byli przez Pawła Kardaszyńskiego, przedstawiciela Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, oraz ks. Hieronima Juszyńskiego, byłego prorektora Gimnazjum Pińczowskiego, występującego w roli przedstawiciela Konsystorza Kieleckiego. Komisarze w pierwszej kolejności badali stan posiadania wspólnoty zakonnej, a w sprawozdaniu stwierdzili, że klasztor nie dysponował żadnym funduszem i stałym dochodem. utrzymywał się z jałmużny, z odprawiania Mszy św. oraz wyrobu sukna habitowego kupowanego przez sąsiednie placówki klasztorne. Ekonomem wspólnoty w okresie kontroli był człowiek świecki, Jan Jadowski. Wcześniej istniał zapis 1000 zł uczyniony przez Stefana Bidzińskiego z Chęcin, który przynosił dochód z procentów. W następnych latach sumę tę na skutek wprowadzenia podatku zmniejszono do 750 zł, a w ostatnim dziesięcioleciu poprzedzającym wizytację klasztornie uzyskiwał już żadnego dochodu z tego zapisu. Stan osobowy wspólnoty Mirowskiej w r. 1818 wynosił ośmiu kapłanów i sześciu braci.

W okresie zaborczym członkowie zakonu serafickiego w Pińczowie rozwijali dość aktywną działalność patriotyczną. Kolportowali oni gazetki i informatory, utrzymywali konspiracyjną łączność z zagranicą. Według oficjalnych danych władz policyjnych w klasztorze pińczowskim w pracę tę czynnie zaangażowały się cztery osoby. Kaznodzieje klasztorni, mając możliwość w miarę swobodnego poruszania się od parafii do parafii, pełnili bardzo przydatną funkcję tzw. łączników. Tymczasem upadek powstania styczniowego. a również ogólna tendencja caratu do, ograniczania wpływu Kościoła na ziemiach okupowanych, stały się przyczyną masowej likwidacji klasztorów. W ten sposób w Królestwie zamknięto 21 wspólnot należących do trzech prowincji reformackich: małopolskiej, wielkopolskiej i pruskiej. Pozostawiono tylko kilka placówek, przeznaczając je do wymarcia. Były to klasztory we Włocławku, Lutomiersku, Smolanach, Kaliszu, Pilicy, Stopnicy, Jędrzejowie i w Pińczowie, zwane etatowymi. Przez długi okres stacjonowały w nich straże policyjne. Zakonnikom nie wolno było opuszczać zabudowań, zakazano kwesty, a każdemu członkowi wspólnoty wyznaczono nadzwyczaj niską pensję ( 40 rubli rocznie). Kandydatów do zakonu usunięto z klasztorów, a na przyszłość zabroniono przyjmowania nowych. Jednakże w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych kilku kleryków zakonnych kształciło się w seminarium duchownym w Kielcach.

Klasztory etatowe wyjęto spod władzy prowincjałów i poddano kontroli biskupów, którzy rządzili nimi poprzez wizytatorów. Dla placówek diecezji kieleckiej, a to w Jędrzejowie, Stopnicy, Pilicy i Pińczowie, tę funkcję nadzorczą sprawowali: ks. Winczakiewicz w latach 1865-1868, ks. Gawroński w latach 1868-1870, oraz ks. Brudzyński od r. 1870 do czasu faktycznego wymarcia klasztorów. Wizytator przewodniczył wyborom przełożonego klasztoru i był pośrednikiem pomiędzy wspólnotą a biskupem. Nie trzeba wyjaśniać, że praca wizytatora była trudna i niewdzięczna. Obwarowany mnóstwem policyjnych przepisów wynikających z trwającego stale stanu wojennego, otoczony carskimi donosicielami, niewiele mógł zdziałać na rzecz polepszenia doli klasztorów. Starał się jednak wszelkimi dostępnymi sposobami, w zgodzie z kapłańskim sumieniem, delikatnie i dyplomatycznie, równolegle zadowolić swoimi posunięciami wspólnoty zakonne" konsystorz oraz władze rosyjskie.

Carskie prawo wojenne posuwało się do absurdu. Na każdy wyjazd zakonnika z posługą duszpasterską, na leczenie czy na odwiedziny sąsiedniego klasztoru żądano przepustki, a tę uzyskać można było po otrzymaniu opinii centrali policyjnej w Radomiu. Odwlekało się więc załatwianie wielu spraw pilnych. Wizytator zmuszony był dużo wcześniej planować podróże poszczególnych członków wspólnot i podawać ich nazwiska dla otrzymania przepustek. Zakonnicy dusili się wprost w klasztorach. żyjąc bez żadnej nadziei na poprawę losu. Zachodziła więc pilna potrzeba uzupełnienia składu osobowego poprzez przeniesienia z placówek sąsiednich," to wymagało jednak pozwolenia księcia Czerkaskiego przebywającego w Warszawie. Wizytatorzy nabierali na szczęście wprawy w trudnej proce-durze urzędniczej i, ile mogli, starali się los zakonników uczynić znośniejszym. W latach siedemdziesiątych wzmogła się migracja osobowa między klasztorami, która wpłynęła na poprawę psychicznego samopoczucia zakonników, a tym samym podniosła -efekty ich pracy.

Teczki pism krążących między klasztorem, wizytatorem, konsystorzem i policją pęczniały błyskawicznie. Nie było tygodnia, żeby placówka pińczowska nie otrzymywała poleceń, upomnień, zakazów i wskazań dotyczących korygowania życia na co dzień. Wynikało to w pewnym stopniu także i z faktu, że właśnie w klasztorze mirowskim utworzono tzw. dom księży emerytów, przeznaczony dla kapłanów diecezjalnych, skazanych teoretycznie przez władze duchowne. W praktyce dostawali się tu najczęściej duchowni z wyrokami władz świeckich, oskarżeni zazwyczaj o nielojalność, mający już za sobą pewien okres odsiadywania kary w więzieniach carskich. Zmuszeni byli oni do przebywania w celach z zakratowanymi oknami, a zlokalizowanymi w specjalnie wydzielonej części budynku klasztornego. Bez przerwy strzeżeni byli przez car8kiego żandarma. Klasztor otrzymywał od rządu po 30 kopiejek dziennie na każdego uwięzionego, w tym również kwotę dla stróża. Bezpośrednio po powstaniu 1863 r. księży tych w klasztorze przebywało wielu, natomiast od 1865 do 1895 r. tylko sześciu. Niektórzy zostali częściowo ułaskawieni i dopuszczeni do ograniczonego wypełniania funkcji kapłań8kich, takich jak słuchanie spowiedzi, głoszenie kazań. Kilku zwolniono wcześniej, przeznaczając ich do pomocniczej pracy w diecezji.

 W r. 1866 obsada liczebna klasztoru pińczowskiego była dość pokaźna, Łącznie przebywało tu 16 zakonników, w tym 13 kapłanów i 3 braci. Trzech księży i trzech braci przybyło do Mirowa ze skasowanego właśnie klasztoru w Kazimierzu. Jednakże wielu członków wspólnoty znajdowało się już w podeszłym wieku i w kiepskim stanie zdrowia. Kapłani zdolni do duszpasterstwa czynnie udzielali się w terenie. Administrowali parafie lub nieśli okresową pomoc proboszczom. Wśród parafii, w których pracowali reformaci pińczowscy, wymienia się Kije, Młodzawy, Koś cielec, Chęciny, Brzeziny koło Kielc, Imielno, Piotrkowice, Pełczyska, Bierków, Morawicę, Kielce, Busko, Książ Mały, Chlinę, Chmielnik.

Konkretnie wiadomo, że m. in. o. Julian Włodyka duszpasterzował w Słaboszowie, ponieważ proboszcz tamtejszy był poważnie chory (1865); o. Filip Jankowski był wikariuszem w Imielnie (1865), w Kijach (1966), w Lisowie (1866). W Brzezinach duszpasterzowali w 1866 roku o. Julian Włodyka i Euzebiusz Michalski. W Kocinie wikariuszem był o. Marian Pogorzelski (1866). Do Młodzaw i Chrobrza dojeżdżał z pomocą o. Kajetan Gniewicz. W Jędrzejowie duszpasterzował o. Modest Kaczyński (1866), który sekularyzował się i tam pozostał. W Chęcinach okresowo pomagał o. Roch Jaśkiewicz, przybyły z Kazimierza, który także sekularyzował się i przeszedł do diecezji lubelskiej. W Kazimierzy Małej pracował o. Kamil Skubik, przybyły z Kazimierza (1867); w Koś cielcu 0. Marceli Jaroszyński (1867); w Igołomii 0. Hipolit Dzięciołowski (1867); w Racławicach i Słaboszowie o. Maksym Dyszkowski. O. Filip Jankowski zastępował chorego proboszcza w Opatowcu (1870); o. Karol Dutkiewicz jeździł co roku na odpusty do Częstochowy jako spowiednik; o. Marceli Jaroszyński, przybyły z Kazimierza, pomagał po kilka miesięcy w parafiach Pałecznica, Słaboszów i Przemyków; o. Maurycy Wojciechowski w Górach; o. Remigiusz Frączkiewicz w Iwanowicach. N ależ y podkreślić, że zamieszczony tu spis to tylko nieliczne dane o pracy reformatów pińczowskich. Przy braku kapłanów diecezjalnych zapotrzebowanie na pomoc świadczoną przez zakonników było przecież ogromne, a zakonnicy mirowscy starali się nieść pomoc religijną w miarę swych sił wszędzie tam, gdzie byli najbardziej potrzebni i gdzie było to możliwe. Były to jednak ostatnie już niestety przejawy działalności bardzo żywotnego niegdyś klasztoru. Chociaż od powstania styczniowego upłynęło kilkadziesiąt lat i spodziewano się, że terror powinien ulegać stopniowemu złagodzeniu, to działo się wprost przeciwnie. Przeglądając "Akta oryginalne" klasztoru, podające tylko cząstkę ogólnej sytuacji politycznej w Polsce, można zauważyć, że pod koniec XIX w. administracja rosyjska umacniała się coraz bardziej. Dotąd w korespondencji kurialnej i rządowej używano często języka polskiego lub łaciny, teraz wszystkie pisma wydawano w języku rosyjskim i co więcej, domagano się odwrotnej korespondencji w tymże języku.

W 1882 r. w klasztorze mieszkało już tylko ośmiu ojców i dwóch braci. D. Innocenty Boniszewski pełnił funkcję wikariusza w Chmielniku, a o. Symforian Jasiński duszpasterzował w Młodzawach. Na odpust św. Franciszka zjeżdżało do Pińczowa aż dwudziestu okolicznych kapłanów diecezjalnych, co świadczyło o znacznej ciągle żywotności reformatów mirowskich. Jednakże w r. 1886 przebywało tu ledwie trzech kapłanów w podeszłym wieku i schorowanych oraz jeden brat będący inwalidą. W tej sytuacji odwołano z parafii obu księży, tj. Boniszewskiego i Jasińskiego, aby zasilić stan liczebny klasztoru. Od r. 1899 duszpasterzował w praktyce wyłącznie o. Innocenty Boniszewski, gdyż drugi kapłan, o. Bonawentura Borek, był już niezdolny do pracy. Ojciec Innocenty zmarł w 1910 r. i wtedy to klasztor skasowano, a rektorem kościoła klasztornego kuria kielecka mianowała ks. Karola Wójcika.

To chyba ten wł.: śnie trwający od pewnego czasu niewielki stan liczebny pińczowskich reformatów stał się przyczyną pojawienia się koncepcji wykorzystania budynku klasztornego na cele publiczne. Już w r. 1906 władze miejskie podjęły usilne starania o przejęcie klasztoru na szpital. Zamiar ten zrealizowano w r. 1908, kiedy to drogą dzierżawy miasto uzyskało prawo wejścia do budynku, w którym założono szpital imienia św. Juliana. W r. 1908 pracę pielęgniarską w szpitalu znajdującym się dopiero w stadium organizacji przyjęły siostry szarytki, które pracowały tam nieprzerwanie aż do 1943 r. Po nich obowiązki posługi chorym przejęły siostry sercanki.

Podczas I wojny światowej, na przełomie lat 1914/15, w okresie zimowym trwały na tych terenach walki pozycyjne między wojskami austriackimi i rosyjskimi. Działania wojenne nie ominęły miasta. Ostrzelany został kościół na Mirowie, zniszczeniu uległy ściany i dach. Na cele wojenne Zarekwirowane zostały dwa dzwony. Po wojnie odnową kościoła zajął się ks. Karol Wójcik wraz z wiernymi.

Dla pełniejszej charakterystyki strat powstałych na skutek kasacji klasztoru mirowskiego dodać należy, że w związku z przeróbkami budowlanymi prowadzonymi po utworzeniu w nim szpitala zlikwidowano dość cenną bibliotekę klasztorną. Początkowo księgozbiór przeniesiono prowizorycznie do magazynu pod chórem muzycznym w kościele. Świadkowie przenoszenia biblioteki ocenili ówczesny księgozbiór na kilka tysięcy woluminów. Wprawdzie katalog sporządzony przez wizytatorów w 1818 r. zawierał tylko 1607 książek, lecz wykonany on został niedokładnie, w celu zaspokojenia formalnego jedynie wymogu wizytacji. Kronika klasztorna natomiast stwierdzała, że u reformatów przechowywano wiele rękopisów i starodruków. Tuż przed ponownym przybyciem franciszkanów do Pińczowa, w r. 1927 zasoby biblioteczne wywieziono do Kielc. Na miejscu zatrzymano tylko książki o mniejszej wartości oraz czasopisma. Pozostałości te inwentaryzował o. Rafał Woźniak na przestrzeni lat 1933 -1934, zamierzano bowiem przenieść owe resztki biblioteki do Pilicy.

Franciszkanie powrócili do Pińczowa w 1928 r. jeszcze za życia ks. Karola Wójcika, zmarłego w lutym 1929 r. Początkowo osadzono tu dwóch zakonników, tj. o. Zenona Jagielskiego wraz z bratem Ambrożym Dudą. Z czasem liczba stałych mieszkańców klasztoru wzrosła. Podjęto pracę duszpasterską, nadto przejęto kapelanię w szpitalu, ochronce, oraz we więzieniu miejskim.

W czasie II wojny światowej klasztor był siedzibą Rady Głównej Opiekuńczej (RGO) i dzięki temu ustrzegł się rewizji okupanta oraz innych działań represyjnych. Sprzyjało to między innymi możliwości ukrywania się w klasztorze partyzantów, a także wielu ludzi świeckich i zakonników znajdujących się w niebezpieczeństwie.

Po wojnie budynek klasztorny poddano pracom renowacyjnym; odnowiono także wnętrze kościoła. Prowadzone obecnie przez franciszkanów duszpasterstwo nastawione jest na pracę we własnym kościele z zachowaniem praktyk zgodnych z regułą zakonu, na działalność rekolekcyjną w okolicy, oraz na szerzenie czci Cudownego Obrazu Matki Bożej Mirowskiej.

do góry

 
 
 

Copyright © 2000-2001 advantage.pl