|
14.Młodzawy Małe
Wieś przy drodze do Wiślicy, w odległości ok. 6 km od Pińczowa.
Na wzgórzu panującym nad doliną Nidy stoi późnobarokowy kościół z
pierwszej połowy
XVIII w. Ducha świętego i Matki Boskiej Bolesnej. Być może
projektował go architekt Kacper Bażanka. Ta monumentalna budowla
jest trójnawową bazyliką na planie prostokąta. Nawy boczne utworzone
są z rzędów kaplic, zawierają sześć ołtarzy wykonanych
przez Wacława Beranka, majstra snycerskiego z Pińczowa.
Ołtarz główny z 1745 r. jest autorstwa Tomasza Kruszyny z Krakowa, który
ozdobił go posągami świętych i rzeźbami aniołów. Znajduje
się w nim obraz M.B. Bolesnej tzw. Młodzawskiej, uznawany za
cudowny. Srebrną sukienkę do niego wykonał w 1750 r. złotnik
krakowski Jan Wroński.
Według tradycji obraz ten, namalowany przez nieznanego artystę, był własnością
książąt Wiśniowieckich. Księżna Wiśniowiecka podarowała go
swej przyjaciółce Zofii Komorowskiej, która wraz z mężem
przeszła pod jego wpływem z kalwinizmu na katolicyzm. Obraz
przewieziono do pobliskiego Młodzawom Kozubowa, którego
Komorowscy byli właścicielami. Tu zobaczył go proboszcz młodzawski
ks. Wojciech Dornicki. Spodobał mu się i wypożyczył go do kościoła,
umieszczając w ołtarzu bocznym. Pewnego razu w nocy ujrzano w kościele
światło tak intensywne, iż myślano, że wybuchł w świątyni
pożar. Proboszcz z parafianami po wejściu do środka ujrzeli płonące
przed obrazem świece, których nikt nie mógł zapalić, bo kościół
był zamknięty. To niezwykłe zjawisko powtórzyło się
trzykrotnie. Od tego czasu obraz stał się celem licznych
pielgrzymek. Nie mógł ich pomieścić poprzedni drewniany kościółek
św. Małgorzaty, więc zbudowano obecną okazałą świątynię.
Po licznych pątnikach zachowały się w dużych ilościach
wydrapane napisy, zachowane w prezbiterium i na zewnętrznych
murach świątyni.
O roli kościoła młodzawskiego wżyciu religijnym pisał Dygasiński,
on też odmalował miejscowy odpust. Sto lat temu „był dzień
uroczysty, sierpniowy, odpust w Młodzawach. Z całej okolicy ciągną
tłumy wiernych … Białe i brunatne sukmany, czerwone
czapki, kapelusze ze wstążkami, klamrami i piórami pawimi,
strojne rańtuchy, chustki na głowach kraśne – widać z
dala po ścieżkach i drożynach wśród falujących kłosów żyta
a pszenicy. Miedzami, brzegami łąk, zewsząd dookoła jak ptactwo
do cieplic spieszą ludzie do Młodzaw. Czym Rzym dla Europy, Częstochowa
dla Polski, tym Młodzawy dla Ponidzia. I na głównym trakcie
ruch panuje potężny, zamożniejsi ciągną na kołach, niektórzy
znów wierzchem na małych konikach, podkasanych, ze skręconymi w
koki ogonami. Gwar słychać daleko, gwar luby rodzinnej ziemi,
wietrzyk unosi dźwięki słów ludzkich, na swoich skrzydłach pędzi
z nimi daleko w pole”.
Około r. 1830 odwiedziła kościół sławna wtedy pisarka Klementyna z
Tańskich-Hoffmanowa. Oto jej krótka relacja: „Może o milę
od Pińczowa, jest wioska Młodzawy, głośna w okolicy kościołem,
gdzie jest wielbiony obraz cudowny Matki Zbawiciela. Kościół
ten nie stoi przy drodze, długo do niego iść trzeba pod górę,
ale nie żal trudów. Bardzo jest piękny i wspaniały; cały z głazu,
ma smakowitą facyatę, którą zdobi pięć figur kamiennych
… Widząc niedaleko kościoła, plebanię porządną, ogródek
starannie utrzymany, ośmieliłyśmy się wezwać duchownego tych
miejsc pasterza – przyszed., a z uprzejmością polską
oprowadził nas po kościele, i udzielił żądanych szczegółów”.
Pod nawą główną spoczywają w kryptach członkowie magnackich rodów
Myszkowskich i Wielopolskich. Wśród nich Józef Władysław
Myszkowski (zm.1727), ordynat, ostatni męski przedstawiciel rodu,
i Aleksander Wielopolski (zm.1877), wybitny polityk w Królestwie
Polskim, autor postępowych reform.
Kościół otacza stary mur z XVIII w. z kapliczkami na Stacje Męki Pańskiej.
Wejście na teren przykościelny prowadzi przez arkadową bramę
barokowej dzwonnicy z1779 r.
Przy tej bramie miał miejsce pewien epizod powstania styczniowego, związany
z przemarszem przez wieś oddziałów gen. Langiewicza. Chwilowe
dowództwo nad nimi sprawował oficer Władysław Bentkowski (Langiewicz
pozostał w tyle, goszczony we dworze w Górach), szef sztabu, który
zanotował potem w swoich notatkach:
„Podczas przeciągania wojska przez wieś zsiadłem sam na chwilę
z konia dla odpoczynku przy przydrożnym kościele, gdzie się też
dosyć włościan miejscowych, kobiet i dzieci zgromadziło, z
ciekawością, niedowierzaniem i strachem patrząc na przeciągające
hufce powstańców, których jeszcze nie widzieli. Młodzi chłopi
wcale się nie pokazywali, starzy z pokorą trzymali zdjęte
czapki; dzieci strachały się zrazu i uciekały, ale je udobruchałem;
najśmielsze, najrezolutniejsze i widocznie najprzychylniejsze były
wiejskie kobiety. Wieś ta należała do Wielopolskiego. Znalazł
się też przy mnie jeden z kapelanów naszych, kapucyn zdaje mi
się Konarski, i zaczął gorąco do wiejskiego ludu perorować,
krucyfiksem wywijając; niestety! widocznie był sobie za dużo
poprzednio z manierki pociągnął. Na różne zapytania i
wykrzykniki do ludu, czy chcą umierać za ojczyznę, że pan ich
(Wielopolski) jest zdrajca, że Moskali trzeba wypędzić itd.,
starzy chłopi, kłaniając się czapkami do kolan i drapiąc się
w głowę odpowiadali: „Alboży to wiemy, Dobrodzieju, co
prawda i co robić trzeba; jedni gadają tak, inni znowu inak; my
prości ludzie i na tem się nie rozumiemy”. Nadjechał
wreszcie dyktator z generałami i sztabem; potwierdził zdanie
moje, że tu nocować nie podobna. Rozpytawszy się o dalszą drogę
i wsie okoliczne, wyszukawszy dobrych przewodników do nocnego
marszu, uradziliśmy, że dociągniemy tego wieczora do innej wsi
Wielopolskiego, która tylko trzy ćwierci mili miała być
odległą”.
Tą wsią okazał się Chroberz, gdzie już następnego dnia, tj. 17
marca 1863 r., powstańcy stoczyli potyczkę.
Na południowy zachód od kościoła, przy polnej drodze, stoją trzy późnobarokowe
figury: krucyfiks mający symetrycznie po bokach św. Jana Kantego
i św. Jana Nepomucena. |