Serwis Internetowy Miasta Pińczów - www.pinczow.com   Do strony głownej Wstecz - poprzednia strona Kilka słow o nas czyli pinczow.com Wy¶lij do nas maila
 
 
 
 

 

"W PIŃCZOWIE DNIEJE"
czyli wielka historia małego miasta

Pińczów - dwunastotysięczne miasteczko leżące w województwie świętokrzyskim. Dziś nieco na uboczu od głównych szlaków komunikacyjnych i transportowych, trochę senne i żyjące w zwolnionym tempie; dawniej należało do głównych grodów Małopolski przysparzając swym właścicielom bogactwa i splendoru. Civitat Pincoviensis liczy dziś dokładnie 571 lat, podczas których kilkakrotnie zmieniało właścicieli, przeżywało okresy rozkwitu, ale też i zapaści, dwukrotnie ogłaszając się nawet Republiką

NIEFORTUNNE WZGÓRZA

Podróżując od strony północnej, mimo wskazujących bliskość miasteczka drogowskazów, nie sposób dostrzec jego zwartej zabudowy. Zdumionemu podróżnemu ukazują się bowiem wzniesienia Garbu Pińczowskiego sięgające 300 m n.p.m.; dopiero za nimi, równoleżnikowo rozciąga się gród pińczowski. Wąska, kręta szosa prowadzi nas na szczyt wzniesienia i ... oto jesteśmy na miejscu. Mijamy Nową Wieś, przyłączoną do miasta w latach siedemdziesiątych. Nagle, ni stąd ni zowąd zjeżdżamy malowniczym wąwozem porośniętym z dwóch stron wysokimi drzewami, których gęste konary splatają się nad naszymi głowami. Po prawej stronie - Góra Zamkowa, porośnięta winnicami. Po lewej - Góra Klasztorna, częściej zwana Górą św. Anny ze wspaniałą wolnostojąca kapliczką. Natomiast przed oczami widnieje panorama miasta z wieżami kościołów, zabytkowymi kamieniczkami i wąskimi uliczkami. Dalej malownicze łąki przecięte wstęgą Nidy - prawego dopływu Wisły.

Pińczowskie wzgórza dodają miastu tyleż uroku, co jednak niezbyt pochlebnych opinii o jego mieszkańcach. Kilka lat temu jedna z ogólnopolskich gazet zinterpretowała tak oto przysłowie zawarte w tytule: "W Pińczowie dnieje" oznaczać miało, iż wschodzące słońce czyni to z opóźnieniem, czego powodem są nasze wzgórza, usytuowane jakoby na wschodzie. Skutkiem tego dzień zaczynał się później niż gdzie indziej a mieszkańcy gorzej poinformowani o tym, co w świecie. Czysta bzdura o czym przekona się każdy podziwiając piękno poranka nad Nidą.

Co zatem naprawdę oznacza to znane powiedzenie? W czasach świetności Pińczowa (o tym za chwilę) tutejsza i okoliczna szlachta słynęła z niepohamowanej chęci zabawy, szczególnie zaś do gry w karty i kości. Natomiast hasłem do rozejścia się i, oczywiście, zasłużonego odpoczynku po trudach nocy, był przytoczony wyżej cytat.

DRUGI GRÓD PO KRAKOWIE

Z czasów gdy miasteczko zwane było Sarmackimi Atenami pochodzi inne znane przysłowie. "Kto ma Pińczów, Chrobrze, Książ, Szaniec, może iść z królowa w taniec". I wtedy rzeczywiście tak było; kolejni właściciele Pińczowa - Oleśniccy, Myszkowscy, Wielopolscy - to bogate rody magnackie, których majątki mogły równać się potędze niejednej małej monarchii europejskiej.

Dnia 24 lutego 1428 roku dokumentem wystawionym na zamku w Lublinie, król Władysław Jagiełło nadal Pińczowowi prawa miejskie magdeburskie. Miasto stało się siedzibą rodu Oleśnickich, wówczas jednego z najpotężniejszych w Rzeczypospolitej. Przez 30 lat Zbigniew Oleśnicki, głowa familii, biskup krakowski budował tu z wielkim rozmachem swoja rezydencję. Późnogotycki zamek, według Długosza nie miał sobie równych w Królestwie Polskim; będąc pierwszą w kraju monumentalna budowlą łączącą w sobie cechy obronne z wygodami siedziby prywatnej. Dziś, niestety, z zamku nie zostały nawet ruiny; wzgórze, na którym kiedyś stał porastają drzewa. Gdzieniegdzie można jedynie dostrzec resztki fundamentów, które oparły się niszczącemu działaniu czasu, a przede wszystkim klęsce finansowej późniejszych właścicieli Pińczowa, zmuszonych rozebrać budowlę.

Tymczasem nie popadając w nastrój przygnębienia wkraczamy w okres świetności miasta. Mowa o latach 1550 - 1586, kiedy to Pińczów stał się znanym w całej Europie centrum różnowierczym. W 1550 r. Dziedzic Mikołaj Oleśnicki udziela schronienia Franciszkowi Stankarowi - reformatorowi, zbiegłemu z więzienia biskupiego w Krakowie, co z kolei ściąga tutaj innych zwolenników reformacji. Powstaje zbór kalwińskie. W 1551 r., otworzono pierwsze na ziemiach polskich gimnazjum, w którym wykładał przysłany przez Jana Kalwina, Francuz - Piotr Statoriusz. Dużo, dużo lat później mury humanistycznego gimnazjum opuści sam Hugo Kołłątaj, jeden z twórców Konstytucji 3-go Maja, obecnie patron istniejącej do dziś placówki. Paradoksem jednak jest, że szkoła ta, ciesząca się sławą najstarszego polskiego liceum nie posiada obecnie klasy o profilu humanistycznym. Nie ma więc kto kontynuować chlubnych tradycji zacnej uczelni. A to właśnie profesorowie kalwińskiego gimnazjum (o czym mało kto wie) przetłumaczyli Biblię na język polski (wydaną w 1563 jako Biblia brzeska lub Radziwiłłowska). Jednym z tłumaczy był wybitny reformator, Jan Łaski, który tutaj został pochowany. Również w Pińczowie po raz pierwszy odbył się zjazd ministrów kalwińskich, a na jednym z synodów w wyniku rozłamu powstał tzw. Zbór mniejszy - ariański (czyli Braci Polskich). W tym okresie Pińczów jest drugim po Krakowie miastem Małopolski - działa drukarnia, szkoła, założono wodociągi i łaźnię miejską; magnacka siedziba dorównuje Wawelowi...

NAJBLIŻEJ DO WŁOCH

Nowi właściciele - ród Myszkowskich uczynili z Pińczowa największy w Polsce zakład kamieniarski. Ówczesny dziedzic, marszałek wielki koronny Zygmunt Myszkowski w 1579 uzyskuje w czasie pobytu we Włoszech adopcję rodu i herbu Gonzagów oraz tytuł margrabiego od papieża Klemensa VIII. Stąd też dzięki włoskim powinowactwom udaje mu się sprowadzić z Italii licznych artystów zatrudnionych m.in. do przebudowy zamku. Najsłynniejszy z nich, Santi Gucci, znany jest jako twórca nagrobka Stefana Batorego w katedrze wawelskiej, jest też autorem kaplicy pod wezwaniem św. Anny - dziś najbardziej znanej budowli w miasteczku. Włoscy rzeźbiarze osiedlają się w pobliżu, a w obecnych czasach, oprócz zapoczątkowanych tradycji rzeźbiarskich, licznych zabytkowych budowli, pozostała po nich nazwa jednej z podpińczowskich wsi - Włochy.

UPADEK I DWIE REPUBLIKI

Niestety po okresie, jak dzisiaj moglibyśmy powiedzieć - wielkiej prosperity, przyszły lata upadku. Był on skutkiem nieumiejętnego gospodarowania przez kolejnych właścicieli, ale też do zahamowania rozwoju przyczyniła się niepomyślna sytuacja gospodarcza i polityczna kraju. W 1702 r. Po bitwie pod Kliszowem król szwedzki Karol XII zajął Pińczów, gromadząc w zamku wszystkie swoje wojenne zdobycze. Do ogólnego obrazu zniszczeń i upadku doszły liczne epidemie i pożary dziesiątkujące mieszkańców. Pińczów tracił na znaczeniu. Nowi właściciele w 1800r. Rozebrali zamek, budując nową rezydencję - pałać u stóp wzgórza stojący tam do dzisiejszego dnia.

Jak patetycznie i dumnie opisują przewodniki "Pińczów posiada chlubne tradycje wolnościowe i rewolucyjne". Faktem jest, ze w latach 1918-19 na tych terenach działały czynne oddziały POW, angażując się w walkę zbrojną z zaborcą. Pod koniec pierwszej wojny światowej rozbrojono posterunki żandarmerii i garnizon wojsk austriackich powołując milicje ludowa. Utworzono, istniejącą przez 6 tygodni państewko - Republikę Pińczowską. Również w czasie okupacji hitlerowskiej odezwały się w pińczowianach tendencje wyzwoleńczo-separatystyczne. W lipcu 1944 oddziały AK, AL i BCh wyzwoliły ziemie powiatu pińczowskiego, proklamując tzw. II Republikę Pińczowską. Dziś jednak nawet najwięksi "patrioci lokalni" nie mówią rzewnie: "Do trzech razy sztuka", wspominając walki o utworzenie minipaństewka. Niech historycy jednak zanotują: Pińczów to pewnie jedyne (lub jedno z niewielu) miast tej wielkości, które może poszczycić się dwukrotnym proklamowaniem niepodległości.

Wracamy do współczesności. Czym dzisiaj może poszczycić się niewielkie miasteczko leżące w połowie drogi między Górami Świętokrzyskimi a Tatrami? Dla głodnych sensacji, oto kilka ciekawostek. Kultywując przedwojenne tradycje pińczowskiego aeroklubu, miasto jest dziś rajem dla sportów ekstremalnych jakimi są motolotniarstwo i paralotniarstwo. Wyjątkowe położenie i działanie ciepłych prądów wznoszących sprawia, że można tutaj startować z płaskiej powierzchni. Nie wierzycie? Nic prostszego jak przekonać się na własne oczy.

Jest też coś dla amatorów "białego szaleństwa", którym w okolicach jest ... gips. Jego najbogatsze w Polsce złoża znajdują się właśnie tutaj. Wapniowe skały o właściwościach krasowych to wyzwanie dla rzeźbiarzy; po wydobyciu - miękkie jak plastelina; po kilku godzinach stają się "trwalsze od spiżu"

Na koniec coś dla miłośników jazdy konnej z zasobnymi portfelami. W podpińczowskim Michałowie hodowane są czystej krwi araby, których cena na aukcjach dochodzi do kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Do grona szacownych klientów dołączyła nawet żona perkusisty The Rolling Stones.

Mam nadzieję, że ten końcowy snobistyczny akcent nie zniechęci Was do odwiedzenia "perełki Ponidzia". Chociaż wakacje już za nami, a do przebycia te marne 700 km, odwiedzić Pińczów należy koniecznie. Polecam, naprawdę warto!!!

Piotr Kowalski

 Strona KULTURA

 
 
 

Copyright © 2000-2001 advantage.pl